Przemysł odzieżowy dostarcza te same produkty do wielu krajów. Zaopatruje się je w identyczne etykietki z ceną w wielu walutach. Ponieważ wszystko musi się zmieścić na małym kawałku tektury, trzeba zmniejszać czcionkę. Im mniejsza czcionka, tym mniej czytelna. To podobno odbija się na obrotach. "Zwłaszcza starsi klienci są bezradni, gdy nie widzą na pierwszym miejscu ceny w euro, tylko w koronach, czy innej walucie" - mówi Jürgen Dax, naczelny dyrektor Niemieckiego Związku Przedsiębiorców Branży Tekstylnej (BTE). "Zamiast poprosić
sprzedawcę o pomoc, niejeden klient po prostu rezygnuje z kupna" - dodaje Dax. Podkreśla, że w handlu modą odnotowuje się w związku z tym straty rzędu trzech procent rocznie, czyli ok. 1,8 mld euro. Winą za ten stan rzeczy BTE obarcza głównie producentów tekstyliów.
Producenci współwiną obciążają handlowców "To prawda, że często etykietki drukuje się tam, gdzie produkuje się odzież" - przyznaje Thomas Rasch, dyrektor naczelny związku German Fashion Modeverband. "Przygotowanie przez firmę osobnych etykietek w każdej walucie wymaga dodatkowego nakładu
pracy i kosztów; również dlatego, że producent nie wie z góry, do jakiego kraju trafi w końcu jego produkcja" - wyjaśnia.
Obietnica przemysłu odzieżowego W przekonaniu Rascha handel przesadza, jeśli winę za niewyraźnie opisane etykietki z ceną zrzuca wyłącznie na producentów. "To, co zawiesza się w sklepie na dany produkt, jest sprawą handlu. Często sami
handlowcy zamawiają u producenta etykietki, albo zaopatrują towar we własne". Rasch zapewnił jednak, że przemysł odzieżowy przyjrzy się temu problemowi. Dodał, że osobiście nie może sobie jednak wyobrazić, by klient tylko z powodu etykietki zrezygnował z kupna artykułu, który mu
Krytyka niedbałości Zdaniem handlowców do spadku obrotów przyczyniają się nie tylko niezrozumiałe dla niektórych etykietki z ceną. Również klienci, którzy albo zostawiają towar w kabinie, albo spodnie wywrócone na lewą stronę wieszają na wieszakach. "Zanim
sprzedawca znajdzie dany artykuł w kabinie i powiesi go na miejsce, potrzebuje na to czasu. Brak personelu ten czas wydłuża" - zaznacza Dax. "Być może właśnie w tym momencie potencjalny klient opuszcza sklep, bo poszukiwany rozmiar jeszcze nie znalazł się na stojaku".
